← Blog
Archiwum Box74
Historia pewnego chłopaka – część 2
Dla kogo
Dla osób, które chcą trenować regularnie, ale potrzebują prostego języka, konkretu i odniesienia do codziennego życia.
Z czym ten tekst pomaga
- zrozumieć problem bez obietnic na skróty
- przełożyć temat na prostą decyzję treningową
- sprawdzić, czy potrzebujesz planu, diagnostyki albo rozmowy z trenerem
W skrócie
- Najpierw nazwij problem, potem dobierz działanie.
- Lepszy jest prosty plan wykonywany regularnie niż idealny plan odkładany na później.
- Jeśli temat wraca od miesięcy, warto zacząć od rozmowy i diagnostyki.
Rozpoczęcie nowej drogi w życiu jest często naprawdę bardzo trudne.
To jest historia kogoś, kto chciał zacząć żyć zdrowiej i dłużej, lepiej. „Michał” to jego pseudonim i jako, że nie lubi on publikowania o sobie na łamach internetu, czy nawet mówienia o sobie, to uszanujemy jego prywatność. Jeżeli przegapiłeś część pierwszą, znajdziesz ją tutaj.
O czym ja do cholery wtedy pomyślałem? Otrzymałem tą książkę na temat diety pocztą. Na okładce jest kilku napakowanych kolesi. I laska w bikini – no wiesz, ta sama okładka, co każda wiele innych książek o diecie. Ona trzyma w ręku jabłko. Nienawidzę jabłek. Mężczyźni nie „przechodzą na dietę”. Moja mama jest na diecie. Nie wiem nawet jak zachować świeżość sałatek, które mam zabierać do pracy. Domyślam się, że gdzieś w biurze z tyłu jest lodówka, ale nigdy nie widziałem, żeby ktoś z niej korzystał. Właściwie to zostawiłem tę książkę w samochodzie, ponieważ nie wiem nawet, jak wytłumaczyć jej obecność w moim życiu mojej żonie. Wiem, że otrzymałbym od niej wsparcie, ale po prostu nie chcę, żeby była zbyt podekscytowana moją chęcią zmian. Wiesz o co mi chodzi? Mógłbym po prostu wyrzucić tą książkę i zapisać się na siłownię. Przynajmniej to będzie mi łatwiej jej wyjaśnić. Mogę też jej powiedzieć: „Tak, pamiętasz przecież, że kiedyś lubiłem chodzić na siłownię” zamiast mówić: „Chcę schudnąć, bo przecież wszyscy faceci, z którymi pracujesz są młodzi i sprawni”. Nie mogę tego powiedzieć, nie ma mowy. Zapisuję się na siłownię. Tak jest! To będzie taki sam układ jak kiedyś: znajdę najtańszy karnet, spróbuję przez miesiąc, a następnie zobaczę, czy korzystam z członkostwa. Powinienem był to zrobić, kiedy pracowałem w poprzedniej firmie, przynajmniej wtedy to oni płaciliby za moje członkostwo. Oczywiście z tego przecież wcale nic nie wyszło, tu nie chodzi po kasę… a więc niby to dlaczego teraz miałoby się tak udać? Co ja będę tam robić, gdy po raz pierwszy dotrę na siłkę? Potrzebuję programu, który sprawi, że będę CHCIEĆ tam wracać. I prawdopodobnie potrzebuję jakiś spodenek. Moja żona kupi je za mnie. Ona się tym na pewno zajmie. Ostatnia przeszkoda: jak mam jej powiedzieć, że chcę to zrobić sam, bo nie będę w stanie znieść wstydu robiąc to wspólnie z nią?
Już wkrótce kolejna część! Zapisz się na newsletter na dole strony, aby otrzymać powiadomienie gdy tylko będzie ona dostępna.
O czym ja do cholery wtedy pomyślałem? Otrzymałem tą książkę na temat diety pocztą. Na okładce jest kilku napakowanych kolesi. I laska w bikini – no wiesz, ta sama okładka, co każda wiele innych książek o diecie. Ona trzyma w ręku jabłko. Nienawidzę jabłek. Mężczyźni nie „przechodzą na dietę”. Moja mama jest na diecie. Nie wiem nawet jak zachować świeżość sałatek, które mam zabierać do pracy. Domyślam się, że gdzieś w biurze z tyłu jest lodówka, ale nigdy nie widziałem, żeby ktoś z niej korzystał. Właściwie to zostawiłem tę książkę w samochodzie, ponieważ nie wiem nawet, jak wytłumaczyć jej obecność w moim życiu mojej żonie. Wiem, że otrzymałbym od niej wsparcie, ale po prostu nie chcę, żeby była zbyt podekscytowana moją chęcią zmian. Wiesz o co mi chodzi? Mógłbym po prostu wyrzucić tą książkę i zapisać się na siłownię. Przynajmniej to będzie mi łatwiej jej wyjaśnić. Mogę też jej powiedzieć: „Tak, pamiętasz przecież, że kiedyś lubiłem chodzić na siłownię” zamiast mówić: „Chcę schudnąć, bo przecież wszyscy faceci, z którymi pracujesz są młodzi i sprawni”. Nie mogę tego powiedzieć, nie ma mowy. Zapisuję się na siłownię. Tak jest! To będzie taki sam układ jak kiedyś: znajdę najtańszy karnet, spróbuję przez miesiąc, a następnie zobaczę, czy korzystam z członkostwa. Powinienem był to zrobić, kiedy pracowałem w poprzedniej firmie, przynajmniej wtedy to oni płaciliby za moje członkostwo. Oczywiście z tego przecież wcale nic nie wyszło, tu nie chodzi po kasę… a więc niby to dlaczego teraz miałoby się tak udać? Co ja będę tam robić, gdy po raz pierwszy dotrę na siłkę? Potrzebuję programu, który sprawi, że będę CHCIEĆ tam wracać. I prawdopodobnie potrzebuję jakiś spodenek. Moja żona kupi je za mnie. Ona się tym na pewno zajmie. Ostatnia przeszkoda: jak mam jej powiedzieć, że chcę to zrobić sam, bo nie będę w stanie znieść wstydu robiąc to wspólnie z nią?
Już wkrótce kolejna część! Zapisz się na newsletter na dole strony, aby otrzymać powiadomienie gdy tylko będzie ona dostępna.
Najczęstsze pytania
Co warto doprecyzować?
Czy ten tekst zastępuje konsultację z trenerem?
Nie. Ma pomóc Ci uporządkować temat. Jeśli chcesz przełożyć go na plan treningowy, najlepiej zacząć od rozmowy i sprawdzenia punktu wyjścia.
Czy Box74 pracuje tylko z osobami zaawansowanymi?
Nie. Duża część pracy dotyczy osób, które wracają do aktywności, chcą schudnąć, poprawić sprawność albo zacząć trenować bez chaosu.
Chcesz przełożyć to na swój plan?
Zacznij od rozmowy. Sprawdzimy, gdzie jesteś teraz i jaki pierwszy krok ma sens w Twojej sytuacji.
Umów rozmowę